| Eng | Fr |

Nieuws

Werk

Bewerkt/Verfilmd
Vertaald
Bekroond

Auteur
Optredens
Academisch
Audio/Video
Foto's
Contact

Fragment Pools

Sandy nie wyjeżdża tego wieczoru, lecz nazajutrz rano. Wyprowadza swojego crossa z szopy, podprowadza za dom i dopiero wtedy zapala silnik. Wyglądamy z Ilaną przez okno. Na wysokości naszego wzroku na drzewie nieopodal siedzą obok siebie trzy ptaki. Gdy Sandy je mija, podrywają się z gałęzi i zdają się odlatywać wraz z nim. Odprowadzamy go wzrokiem, aż znika za horyzontem.
Piątego dnia po wypadku Ilana wraca do szkoły. Ja zostaję w tym znajomym domu z jakimś innym ojcem. Chmury dymu papierosowego w kuchni są gęstsze niż kiedykolwiek, wszyscy wciąż palą. Chcę coś powiedzieć, ale mi się nie udaje. Wszyscy są bez przerwy zajęci rozmową. Szesnastego dnia po upadku ojciec mówi:
- Chyba czuję palce u nóg.
Jest ładny, słoneczny dzień, ani jednego podmuchu wiatru. Ogarnia nas radość i podniecenie, matka dzwoni do siostry na drugim końcu świata, do Limburgi w Belgii, by oznajmić jej dobrą wiadomość. Tego dnia w południe ojciec umiera. Dzieje się to po cichu; jest tylko Lorna, która wchodzi do niego do pokoju z filiżanką herbaty brzoskwiniowej, a wychodzi z błędnym wzrokiem.

Tym razem nikt nie wysyła mnie na dwór –już sama wychodzę. Krażę wokół Miry, spoglądam na potok przed nią i na kamienny murek. Papugi zlatują z kalenicy prawie muskając mi czubek głowy, tak że słyszę uderzenia ich skrzydeł. Wchodzę na pastwisko dla koni. Zeszłej zimy przewróciło się na nim drzewo. Ojciec twierdził, że było martwe, a jednak teraz wiszą na nim orzechy. Korona drzewa filtruje światło słoneczne i przełamuje je, tworząc wzory we wszystkich odcieniach zieleni.
Samochód Rockiego oddala się od domu, inne podjeżdżają. Za każdym razem gdy przechodzę na front domu, liczę okna pełne pierzastych obłoków. Przede wszystkim patrzę na okno mansardy. Nagle dostrzegam za nim błysk światła. Musiało mi się przyśnić, myślę, ale wtedy widzę kolejny. Wybucha, myślę. Wstępuje do nieba w białym świetle. Wbiegam do domu, by powiedzieć o tym matce, ale ona wychodzi z pokoju ojca z ekranem odblaskowym w dłoni. Jej aparat fotograficzny leży na kredensie w przedpokoju, obok zaś rolka filmu.
Większą część tego dnia spędzamy w kuchni. Mój palec u nogi nadal się nie goił, matka więc odkaża mi paznokieć i zakłada opatrunek. Staram się nie za wiele na nią patrzeć, nie widzieć, jak powoli puchną jej policzki. Wcześniej tego dnia znalazłam podłużne jajko w kurniku, całe w prążki, o bardzo kruchej skorupce. Próbuję jej o tym opowiedzieć. Wydaje się słuchać w skupieniu, ale nie odpowiada. Wiem, że teraz przemawiają jej myśli i potrzebuje całej swej uwagi, by za nimi nadążyć.
Nie bardzo udaje mi się jej nie przyglądać. W krajobrazie tym niewiele się zmieniło, także krowy przy zatoczce nadal trwają nieruchomo. A ja bym chciała wiedzieć, jak ona je – o ile w ogóle je, jak się ubiera, jak pali papierosy odkąd nie ma już męża, który systematycznie wbiegał do domu, wnosząc ze sobą zapach koni. Może wystarczy po prostu przyzwyczaić się do paru rzeczy, myślę sobie. Do nowej ciszy w domu. Również do nowych dźwięków: Lorny, która przegląda zawartość segregatorów, mamrocząc pod nosem numery telefonów, stłumionym głosem mówiąc do słuchawki. Przywyknąć do tego, że matka bez przerwy, czasem przez długie minuty, pociera lewy kciuk o prawy podczas gdy reszta jej ciała trwa w bezruchu.
A potem nagle coś mówi; parę słów, które kładą kres ciszy, sprawiają, że Lorna odkłada słuchawkę na widełki, choć właśnie jest w trakcie rozmowy, mnie zaś przechodzi dreszcz przez palec u nogi, jakby ktoś na niego nastąpił. Matka mówi:
- To przecież nie Rockie, co Lorna? To chyba nie jego koń zabił mi męża, prawda?

Tanslation:
Ewa Abramczuk
Zuzanna Czerwonka
Paulina Dymalska
Aleksandra Góral
Elżbieta Jędrzejczyk
Marta Majnusz
Sylwia Motylińska
Agata Stiasny
Jadwiga Jędryas
Barbara Kalla

Print deze pagina... enkel als het niet anders kan!